Cóż, troszkę dawno mnie tu nie było. Przepraszam. Miałam taki nawał pracy, że nie miałam czasu na nic. Nawet na dietę. Więc znowu zawaliłam:). To już normalne, że ciągle coś zawalam. Boże, jestem taką idiotką. Wczoraj postanowiłam, że zjem najmniej kalorii ile się da. Wydaje mi się, że poszło bardzo dobrze, patrząc na te wszystkie czerwone dni. Najgorzej było u koleżanki, bo co chwilę kazała mi coś jeść, ale postawiłam na swoim i nie zjadłam nic.
Bilans z wczoraj:
- szklanka mleka i pół łyżeczki miodu (109)
- bułka z szynką (200)
- 3 łyżki jogurtu naturalnego (30 kcal)
Razem: 339/1100
Dzisiaj gorzej poszło, ale nie będę jeszcze pisać bilansu, edytuję post później.
Zostało 67 dni do wakacji, trzeba ruszyć dupę.
Trzymajcie się chudo!
Bilans z dziś:
- kanapka (200)
- jogurt (178,2)
- obiad (450)
- czekolada (339)
- lód (145)
- 2 kanapki (480)
Razem: 1792,2/1100
Byłoby dobrze ale niedawno zjadłam 2 kanapki. Nie rozumiem po co je zjadłam.
Ćwiczyłam dzisiaj na prawdę bardzo dużo, mam nadzieję że coś pomoże.











